Interior Bali

Dziś postanowiliśmy zwiedzić interior Bali. Żalu z rezygnacji plażowania nie było, bowiem ranek zastał nas pochmurny z przelotnymi opadami deszczu. Było parno. 

Po hotelowym śniadaniu punktualnie o 8:00 pod hotelem pojawił się umówiony wcześniej Driver. Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy w kierunku północnym. Naszym celem było zobaczyć jak najwięcej (mieliśmy do dyspozycji tylko ten jeden dzień), ale wszystko zależało od warunków na drodze. A nie zapowiadało się optymistycznie, bowiem ruch uliczny był spory i z trudem przedzieraliśmy się ulicami Kuty, a następnie Denpasar. Stojąc w korkach mogliśmy jednak podglądać życie ulicy. 




Po drodze dokonaliśmy zakupów owoców, najlepiej przypadł nam do gustu salak - wężowy owoc wężowy.

Owoc wężowy



Świątynie hinduistyczne po drodze


Na północnych przedmieściach Denpasar była dzielnica budynków rządowych, którą objechaliśmy.












Tuż obok były pola ryżowe. Właśnie odbywała się podorywka.





Ruszyliśmy dalej. Zaczęło solidnie lać.


Humor poprawialiśmy sobie smażonymi bananami i pomogło, bo przestało padać.



Przybyliśmy do jednego z miejsc na Bali zwanego Bali swing, czyli tutejszej atrakcji w postaci dużych huśtawek zawieszonych nad głębokimi dolinami. W trakcie huśtania wykonywane są zdjęcia, z których odnosi się wrażenie, że osoba usadowiona na huśtawce dosłownie leci nad doliną. Dla poprawy efektu na huśtawce, szczególnie panie przywdziewają kolorowe ubiory, które podczas huśtania falują. W cenie atrakcji, poza huśtaniem na kilku różnych rozstawionych tam huśtawkach są: wypożyczenie stroju i obsługa fotograficzna. Za zdjęcia na koniec trzeba dodatkowo zapłacić.

Wejście do parku huśtawek


Przy wejściu oczywiście mini-miejsce kultu, gdzie można złożyć ofiarę

Widok na kompleks huśtawek

Stroje do wyboru, do koloru

Po opłatach otrzymuje się swoisty bilet



Najpierw trzeba założyć uprząż zabezpieczającą




I wreszcie trzeba rozbujać






Najbardziej widowiskowo jest w przypadku pań







Pojechaliśmy dalej. Po drodze obserwowaliśmy różnych wielkości przydomowe świątynie.





Odwiedziliśmy pole ryżowe, by z bliska przyjrzeć się uprawom ryżu.




Kwitnący ryż



Na polu obowiązkowo miejsce kultu



Kluczyliśmy bocznymi drogami, by lepiej poznać interior Bali. Przejeżdżaliśmy przez małe wioski, w których na drodze wałęsały się liczne psy.





Obserwowaliśmy życie miejscowych.

















Zatrzymaliśmy się przy sklepie o intrygującej nas nazwie: Dupa harum. Był to sklep z kadzidłami. Był tam duży wybór, różne zapachy. Zakupiliśmy co nieco.






Pojechaliśmy trochę off road przez dżunglę.




Zatrzymaliśmy się by skosztować duriana (nawet tak nie śmierdział) i inne owoce.







Owoce wężowe


Następnym punktem naszej wycieczki był wodospad Leke Leke położony w dżungli, do którego trzeba było zmierzać ok. 15 minut przez tropikalny las, przekraczając potok po wąskiej kładce. Było parno, wilgotno, odzież kleiła się do ciała. Marsz opłacił nam pięknym widokiem wodospadu. Po drodze też mogliśmy zapoznać się z niektórymi tropikalnymi roślinami.


















Owoce kawy





Po wędrówce przez dżunglę przyszedł czas na regeneracje i relaks. Odwiedziliśmy sklep, w którym po oprowadzeniu nas po niewielkim ogrodzie, w którym pokazano nam tutejsze rośliny użytkowe (oprowadzano nas pod parasolkami bo padał deszcz), można było degustować różne rodzaje herbat i kaw. Skorzystaliśmy z degustacji na werandzie sklepu i oczywiście dokonaliśmy najtrafniejszego zakupu.





Spotkaliśmy tu też znane nam kawotwórcze zwierzątko





Oto nasz wybór




Pojechaliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się jeszcze po drodze by skosztować tutejszego tempeh.

Tempeh to tradycyjny przysmak z Indonezji w postaci prostopadłościennych bloczków o jasnym kolorze, produkowany z fermentowanej soi i innych roślin strączkowych. Jego receptura pochodzi z wyspy Jawa, gdzie do dziś pozostaje codziennym składnikiem diety miejscowej ludności. W wyglądzie może nieco przypominać popularne tofu, jednak przepisy na oba produkty znacznie się od siebie różnią. 

Smak (można go określić jako orzechowy lub orzechowo-grzybowy) to obok jego właściwości odżywczych główny powód, dla którego zyskał on popularność na Zachodzie. Jego walory doceniają przede wszystkim wegetarianie i weganie, ponieważ stanowi doskonałą alternatywę dla zwierzęcych źródeł białka, jest cenionym zamiennikiem mięsa. 


Zdegustowaliśmy jeszcze coś w rodzaju chipsów: szpinak w cieście ryżowym. 


Przekąski przekąskami, ale zrobił się czas na lunch. Przybyliśmy do miejscowości Bedugul, w której jest świątynia Ulun Danu, jedna z najpiękniejszych na Bali. Przed zwiedzaniem świątyni udaliśmy się do pobliskiej restauracji.

Przy wejściu było ostrzeżenie, by do środka nie wchodzić m.in. z durianem


Z okna restauracji roztaczały się takie oto widoki


Spożyliśmy wegetariańskie danie o nazwie cap cai

Nasyceni, udaliśmy się na zwiedzanie Pura Ulun Danu. Na szczęście było już po deszczu.




Pura Ulun Danu Beratan jest główną hinduską świątynią sziwaicką na Bali. Kompleks świątynny położony jest na wysokości 1200 metrów n.p.m., znajduje się na brzegach jeziora Beratan w górach w pobliżu Bedugul. Woda z jeziora obsługuje cały region w obszarze odpływu, co sprzyja prawom ryżu. 

Na Bali hinduistyczne świątynie są znane jako „pura", ponieważ są zaprojektowane jako otwarte miejsca kultu w otoczonych murem kompleksach. Mury kompleksu mają szereg misternie zdobionych bram bez drzwi, przez które może wejść wyznawca. Projekt i plan świętej pura podążają za kwadratowym układem. Typowa świątynia jest rozplanowana zgodnie ze starożytnymi tekstami Lontar z trzema dziedzińcami oddzielonymi niskimi murami przebitymi ozdobnymi bramami. Zewnętrzny dziedziniec jest przeznaczony do zajęć świeckich, z pawilonami używanymi do spotkań, odpoczynku wykonawców i muzyków na festiwalach. Podczas festiwali rozstawiane są tutaj stragany z jedzeniem. Środkowy dziedziniec jest strefą przejściową między częścią ludzką i boską; tutaj przygotowuje się ofiary i przechowuje się rekwizyty świątynne. Wewnętrzny dziedziniec jest miejscem świątyń i ceremonii religijnych. Obiekty znane jako merus są kwadratowymi strukturami z ceglanymi podstawami i wieloma strzechami w stylu pagód, a liczba dachów odzwierciedla status bóstwa i zawsze jest liczbą nieparzystą. Pura Ulun Danu Beratan jest jedną z dziewięciu świątyń „Kahyangan Jagat” na Bali. Kompleks świątynny składa się z pięciu różnych kapliczek poświęconych również innym hinduskim bogom.

Świątynia została zbudowana w 1633 roku i jest wykorzystywana do składania ofiar i ceremonii poświęconych balijskiej bogini wody, jeziora i rzeki Dewi Danu, ze względu na znaczenie jeziora Bratan jako głównego źródła nawadniania w centralnej części Bali. 11-piętrowy pelinggih meru w kompleksie jest poświęcony Sziwie i jego małżonce Parvathi. W tej świątyni znajduje się również posąg Buddy. Świątynia ta jest również nazywana „świątynią Bali na jeziorze”, ponieważ wygląda, jakby unosiła się na wodzie. 

Zachwycaliśmy się urokami świątyni i chmurnymi pejzażami.





































Mural z legendą Danu Beratan



Zachwycały nas wypielęgnowane trawniki i klomby


Luvac wskazał nam drogę do wyjścia.

Powrót z odbywał się z deszczem. 





Niestety z powodu braku czasu nie udało nam się zobaczyć będącej w planie świątyni Tanah Lot. 

Przed powrotem do hotelu zahaczyliśmy o duży sklep Kriszna, w którym tanio można było kupić wszystko, czyli "mydło i powidło"

Komentarze