Podróż pociągiem
Dziś była wczesna pobudka, bowiem czekała nas ok. 7-godzinna jazda pociągiem w kierunku Yogyakarta, tj. wzdłuż wyspy Jawa w kierunku wschodnim. Planowy odjazd był 6:55. Wczesne śniadanie było już o 5:00. Potem wyjazd autobusem na dworzec. Rano nie było jeszcze korków, więc po 15 minutach dotarliśmy na dworzec.
Dworzec był dobrze oznakowany, nie było więc problemu z dojściem do peronów. Przed wejściem na perony było skanowanie biletów (bilety były imienne). Podobnie jak w Chinach, dostęp na peron mają tylko podróżni, po sprawdzeniu biletu.
Przy zejściu na peron stała stewardessa.
Peron był czysty, lśniący.
Nasz pociąg już oczekiwał. Szybko znaleźliśmy nasz wagon i przydzielone miejsca.
W wagonie było przeraźliwie zimno (klimatyzacja), o czym nas uprzedzano, więc sweterki i kurtki poszły w ruch.
Siedzenia były wygodne, regulowane, z dużą przestrzenią na nogi, z podpórkami na nogi, z rozkładanym stolikiem. Okazało się, że fotele można obracać, tak że pasażerowie 4 foteli mogą siedzieć na przeciwko siebie.
W oknach były rolety przeciwsłoneczne z sprytna możliwością podciągania przez muśnięcie palcami.
Półki na bagaż podręczny obszerne.
Na wyświetlaczu w wagonie wyświetlane były kolejne stacje, z czasem przybycia do nich, prędkość pociągu, temperatura na zewnątrz.
Pięć minut przed odjazdem odczytano wszystkie stacje, na których pociąg będzie zatrzymywać się.
Lokomotywa dała głośny dźwięk. Ruszyliśmy planowo powoli. Na wyświetlaczu pojawiła się prędkość pociągu.
Po 10 min. jazdy był już pierwszy przystanek. Dosiedli się kolejni pasażerowie.
Na przedmieściach Bandung wzdłuż torów były bieda-domki.
Potem w krajobrazie pojawiły się pola ryżowe z przymglonymi stożkami wulkanicznymi w tle.
Pociąg minął z prędkością 84 km/h, co chwilę trąbiąc.
Były kolejne przystanki. Pociąg miał charakter przyspieszony: na niektórych przystankach zatrzymywał się, na niektórych nie. Przed kolejną stacją spiker anonsował postój dziękując wysiadającym pasażerom za podróż.
Przyszedł czas na skorzystanie z toalety. Toalety czyste. Ciekawostką była możliwość obycia nóg (footwasher).
W dalszym przebiegu jazdy, z mapy wynikało, że pociąg nie podążał linią prostą, a wił się zakolami między górami, przejeżdżał przez wiadukty nad dolinami. Podążaliśmy przez lasy, porozdzielanie małymi domostwami, wśród pól ryżowych.
Na stacji Cipeundeuy był 12-minutowy postój z możliwością wyjścia na peron celem rozprostowania kości. Z wagonu wychodziło się po specjalnie dostawionych schodkach. W tym czasie obsługa sprawdzała stan techniczny pociągu, m. in. chodząc po dachach wagonów. Na stacji przy nazwie stacji podawana jest wysokość npm. (tu była ok 700 m npm.)
Kilka wagonów od nas był ichniejszy "WARS". Można było kupić ciepły posiłek w pudełku, napoje, przekąski. Były wygodne siedzenia przy stolikach. Można było też zamówić sobie jedzenie z doniesieniem do miejsca. Ruch w "WARSie " był duży.
W dalszym przebiegu trasa pociągu przebiegała po bardziej płaskim terenie i pociąg nabrał prędkości do 110 km/h.
Na stacji Banjar (32 m npm., a więc zjechaliśmy w dół) dostarczono nam lunch w pudełkach.
Zbliżyliśmy do wybrzeża Oceanu Indyjskiego. Przejechaliśmy przez jedyny na trasie tunel.
Dojechaliśmy do Kutoarjo, gdzie kończyła się nasza podróż pociągiem. Pociąg pognał dalej do nieodległej Yogyakarty, a potem do Solo.
Na dworcu oczekiwał na nas autobus. Pojechaliśmy do Borobudur.
I jeszcze na koniec informacja encyklopedyczna.
Kolej w Indonezji jest państwowa. Jest na Jawie 740 km linii kolejowej. Jest też kolej na Sumatrze (246 km). W 2022 roku stworzono kolej na Celebesie (146 km).
























































































Komentarze
Prześlij komentarz