Surakarta (Solo)

Dziś podążaliśmy dalej na wschód Jawy, tym razem droga kołową. Wyjeżdżając z Yogyakarta Minęliśmy jeszcze kompleks Prambanan. 

Pierwszym punktem dnia było miasto Surakarta – w prowincji Jawa Środkowa, zwane potocznie Solo, zamieszkiwane przez 555 tys. mieszkańców. 

Herb Surakarty

Miasto leży w regionie rolniczym (uprawa trzciny cukrowej, ryżu, kauczukowca, zbóż, manioku, indygowca). Jest tu przemysł włókienniczy, tytoniowy. Jest to ważny ośrodek sztuki jawajskiej (batiki, rzemiosło artystyczne). Posiada uniwersytet (Universitas Muhammadiyah Surakarta zał. 1981)

Przed połową XVIII w. istniała tu niewielka osada Solo. Od 1755 roku była stolicą zależnego od Holandii sułtanatu Surakarta, w 1830 r. włączona została do Holenderskich Indii Wschodnich; od 1945 r. w Indonezji.

Z Surakarta wywodzi się obecny prezydent Indonezji Djoko Vidodo (w tłum. dosłownie zdrowy), który wcześniej był gubernatorem Solo. To on wprowadził określenie, że Solo jest duszą Jawy. Stąd pochodził też były prezydent Suharto.

Zabytki miasta, to głównie: pałac sułtański Pura Mangkunegaran zbudowany w 1746 roku, fort holenderski (Fort Vastenburg) z 1779 roku.

Fort holenderski

My zwiedziliśmy pałac sułtański. W pałacu mieszka obecnie najmłodszy z sułtanów, który ma 26 lat.









Najpierw trzeba było zdjąć obuwie, które należało włożyć do zielonych torebek, które nam rozdano. Tu klapek nie dawano. Należało się też "przyokryć" chustami


Zwiedzanie rozpoczęliśmy od sali recepcyjnej. Sala recepcyjna miała kształt wielkiej wiaty, z podłogą wyłożona marmurem. Tu były 3 gamelany (orkiestry), które przygrywały podczas przyjęć gości. Uwagę zwracały żyrandole holenderskie. Ciekawie zdobiony był plafon. Kolory na plafonie miały różne znacznie i były "odstraszaczem" przeciw np. pysze, chciwości, zazdrości itp. Ustawiając odpowiednio aparat na podłodze można było zrobić sobie selfie z plafonem. 


Gamelan


Selfie z plafonem




Następnie przechodziliśmy przez ogród z fontanną, klatką z ptaszkiem. Obok, w sali ze stołami i fotelami kobieta sprzedawała różne specyfiki medycyny niekonwencjonalnej (to cześć zdobywania dochodu przez sułtana obok dochodu za bilety wstępu i pamiątki, z czegoś przecież pałac trzeba utrzymać). 




Pałacowa działalność handlowo-apteczna

Dalej była sala tronowa, 


a następnie jadalnia z witrażem w oknie, wazami holenderskimi, obrazami przedstawiającymi Jawę
i Bali. 










Po zakupie drobnych pamiątek udaliśmy się do wyjścia. W sali recepcyjnej odbywały się ćwiczenia tańca dziewcząt. 





Wyjeżdżając z Solo przejechaliśmy przez rzekę Solo, najdłuższą rzeka Jawy (540 km). 


Wjechaliśmy na autostradę, którą dalej na wschód Jawy mknęliśmy z prędkością 100 km/h (maksymalna tu dopuszczalna prędkość na autostradzie dla wszystkich pojazdów; minimalna to 60km/h). Dojeżdżając do Surabaja minęliśmy Wulkan Arjuna, który był niestety słabo widoczny, był w chmurach. 





Podziwialiśmy za to pola ryżowe.













Przed Surabaya zatrzymaliśmy się na parkingu autostradowym. Podczas postoju testowaliśmy kawy w... Starbucks. Podają tu kawy głównie z upraw indonezyjskich. 


Podążaliśmy dalej autostradą w kierunku południowo-wschodnim. W końcu zjazd z autostrady i zaczęliśmy się piąć serpentynami. Zachód słońca zaskoczył nas tu już ok. 17-tej. 

W miejscowości Sukapura była przesiadka. Dalej droga była zbyt wąska dla autobusu. Zabraliśmy że sobą tylko plecaki, walizki zostały. Dalej podążaliśmy małymi busikami podążając wąską krętą drogą.



Po ok. 30 min. drogi dotarliśmy do naszego hotelu Jiva Jawa położonego na zboczach kaldery prawulkanu Tengger. Hotel położony był wśród zieleni w kilku niskich budynkach. W recepcji na fotografiach zobaczyliśmy to, co mieliśmy już za kilka godzin zobaczyć na własne oczy. 

Przy wejściu do hotelu tubylcy oferowali ciepłe czapki i rękawiczki






Jako, że noc tym razem miała być krótka, udaliśmy się szybko na spoczynek. Przed snem jednak podziwialiśmy rozgwieżdżone niebo nad półkula południową. 











Komentarze